I jak napisałeś o Kochanowskim, to myślę... no, ok. Mam przecież w domu tego pana na półkach, wrócę do niego. Czy wróci zachwyt?
     I tu zaczął się mój dramat. Mogłam przewidzieć scenariusz, ale zawsze łudzę się, że wszelkie poszukiwania skończą się na otwarciu kilku książek. Nie ukrywam, że bardzo pomogła wirusowa choroba, która opanowała cały dom. W każdym razie pokój z książkami wyglądał jak po napadzie wojsk SS szukających zakazanych pozycji. Antybiotyk w moim przypadku wspiera buszowanie w drukach! Tak więc chciałam Ci coś mądrego napisać o Kochanowskim, ale nie wróciłam do jego słów, Ryba. Po drodze zatrzymali mnie Iwaszkiewicz i Nowakowski. Spędziliśmy ze sobą i zapalenie płuc, i świąteczne urlopy. Każdy z domowników z osobna zabierał do tańca swoich faworytów, wymieniając głośno myśli, cytaty i ciekawostki. W naszym domu za rok matura, więc jest jedna taka osoba, która dostaje najwięcej pytań – „No co ty! Tego nie czytałaś?“. Albo: „To musisz znać!“. Ta też osoba najszybciej odpadła z grona zawirusowanych. Z własnej woli została uleczona w tempie ekspresowym!
     Ale ja, Ryba, nie tym chciałam się z Tobą podzielić, a mianowicie przedziwnym faktem, że wszystko, co czytam, a co kiedyś nie raz prześwidrowałam, czytam jako pierwsze, nowe, świeże! Zachwycam się jak głupi Jaś krotką drogą do wsi z pola! Nie mogę wyjść z podziwu, jak słowa wirują, kreują wyobraźnię, nie pozwalają zasnąć, pozwalają oddychać, a przecież nie dotykam ich pierwszy raz! Przecież czytałam te książki kilka razy, kilka razy opracowywałam, na studiach, na prelekcje. Co to za przedziwna cecha? Czy jej się wstydzić trzeba, czy nie ma się czym chwalić, że czterdziestoletnia baba czyta, ,,podróże do polski“ jak nowe objawienie 2016 roku i płacze jak jej ciotka, kiedy ogląda „Noce i Dnie“, i te pieprzone nenufary! Myślisz, że np. Karol Maliszewski miewa taki stan? Niekoniecznie przy Kochanowskim. Ale chociaż przynajmniej przy Świrszczyńskiej?
     Pozdrowienia z wyspy zarażonych.

 Agata

{jcomments on}