Ryba! Postanowiłam Ci o czymś napisać, chociaż nie jest to list pisany z niecierpliwością i rumieńcami na twarzy. Może smutnie będzie. Zależy. Smutek jak wszystko względny. Ale prawdziwie będzie. Bo tak bywa przecież. Smutno bywa. Wiesz, że jestem cyganolubna. Nie chodzi jedynie o muzykę, wiersze Papuszy czy też modne przyklaskiwanie wyobcowanym. Trochę przez dzieciństwo i babcine opowieści, babcine znajomości, trochę przez Auschwitz i pracę w pewnym okresie w muzeum, trochę przez prawdopodobieństwo, że w moich dzieciach płynie krew prababki z Urala, cyganki właśnie podobno, i przede wszystkim tak myślę, buntując się przeciw stereotypom, że oni zawsze tacy i tacy. Brudasy, nieroby i złodzieje. Więc w skrócie już wiesz, cygaanolubna jestem. I właśnie ja, z takim nastawieniem do cyganów, zostałam napadnięta przez nich i okradziona. W Rzymie. W metrze. Pewnie jak tysiące nieostrożnych, naiwnych turystów. Przyciśnięta przez młode cyganki, przyciśnięta i w bardzo prymitywny sposób okradziona z pieniędzy, dokumentów, bezpieczeństwa i odwagi. Przez chwilę, zanim nic już nie mogłam zrobić, trzymałam mocno za rękę, przywódczynię gangu, patrzyłam jej głęboko w oczy i krzyczałam w sobie, w środku, jak bardzo, jak bardzo jest mi jej żal, jak bardzo boli. - Jesteś tak młoda i ładna kurwo, tak młoda jak moja córka, jak bardzo jesteś biedna, jak bardzo Ci współczuję, jak wszystko w twoim życiu jest oczywiste, bez przyszłości, bez skrzydeł, bez dobrego konca, skończysz w tym gównie, w którym jesteś już po uszy. Bezradność sytuacji, ludzi obok, sprawiła, że usiadłam na ławce i zaczekam płakać, jak dziecko. Nie pamiętam, kiedy tak bardzo płakałam, nie wiedziałam, że tak płakać potrafię. Takich łez nie wycisnęła ze mnie chemioterapia i ból jej towarzyszący, naprawdę … płacz tak ciężki, aż poczułam pustkę. Chuj z tymi pieniędzmi. Pomyślałam o dokumentach, ile zajmie mi na nowo produkowanie tego, co ważne, a sam wiesz jak z czasem w moim byciu wszędzie i nigdzie. I wiesz, potem padły te znamienne zdania,te, których mogłam się spodziewać! od bliskich, od wielu, od wielu… - no i masz tych swoich cyganów! I wtedy, z dwojona siłą, z wielkim smutkiem, ale i z wielkim współczuciem, poczułam, że nie chce stracić tego, co jest we mnie prawdziwe w tej miłości do nich. Tej prawdy, która mnie od dziecka otacza, nie potrafię tych moich cyganów znienawidzić, odrzucić, uznać za winnych, uznać siebie za ofiarę ich typowych cech. Jest mi ich bardzo szkoda. Czuję w sobie smutek. Powinnam spojrzeć na oczy? Ryba? Pisz mi!

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież